TEST: Ford Edge Vignale 2.0 EcoBlue TwinTurbo 238 KM – Europejczyk w amerykańskim stylu

Ford Edge przeszedł niedawno kilka modyfikacji. W naszym teście topowa wersja Vignale z topowym, 238-konnym silnikiem diesla i napędem na wszystkie koła.

Ford Edge jest z nami już od 2006 roku i jest to średniej wielkości SUV, który w Europie klasyfikowany jest w segmencie D. Początkowo był on oferowany wyłącznie na rynki północnoamerykańskie i dopiero druga generacja z 2014 roku wprowadziła model do oferty międzynarodowej.

Nowy Edge przeszedł pod koniec zeszłego roku lekki lifting, który odświeżył nieco przedni pas i wprowadził kilka mniejszych zmian. Teraz w wersji Vignale z przodu aż wylewają się z niego chromowane elementy i nietypowe dodatki, a atrapa chłodnicy jest o bardzo nietypowym wzorze. Normalnie stwierdziłbym, że coś takiego nie ma prawa dobrze wyglądać, jednak w tym samochodzie wydaje się, że wszystko do siebie pasuje, włącznie z 21-calowymi chromowanymi felgami.

Z tyłu wszystkie jest olbrzymie – lampy, przetłoczenia, znaczek, czy dziura w klapie w postaci rączki. Zderzak wykończony dwiema pionowymi, chromowanymi końcówkami wydechu ma swój urok i dziwnie do wszystkiego pasuje. Wbrew aktualnej mody w Edge’u po liftintu zniknęła listwa łącząca tylne lampy i zastąpiona została błyszczącą wstawką.

previous arrow
next arrow
Slider

Jeśli chodzi o wnętrze, to jest to bardzo niemiłe zaskoczenie. Mamy tutaj połączenie fenomenalnie wyglądającej białej skórzanej perforowanej tapicerki, bardzo wygodnych foteli z podgrzewaniem i wentylacją, ogromnej ilości udogodnień podczas jazdy oraz naprawdę niezłego zestawu audio od Bang & Olufsen.

Niemniej jednak design deski rozdzielczej jest po prostu ohydny i wręcz odechciewa się tym autem podróżować. Czuję się jakbym siedział w samochodzie z lat 90. lub starszym. Konsola centralna przypomina mi trochę stare Astony Martiny – wiecie, te przepiękne z zewnątrz, jednak z paskudnie zaprojektowanym wnętrzem. Ich tunel środkowy wraz z konsolą centralną wygląda dobrze jedynie gdy jest wykończona błyszczącą czernią, a każde inne jest fatalne. Tutaj jest podobnie. Centralna część nawet wygląda podobnie, a wykończona w matowej czerni wygląda po prostu tandetnie i archaicznie, a tandetne chromowane ozdobniki niewiele pomagają. Z mniejszą liczbą przycisków i w Piano Black mogłoby to wyglądać naprawdę nieźle.

Główne miejsce deski rozdzielczej zajmuje 8-calowy, dotykowy wyświetlacz systemu inforozrywki. W odświeżonym Edge’u jest to system Sync 3.0, czyli dokładnie ten sam, który znajdziemy w nowym Mondeo, czy Mustangu. Posiada on bardzo wiele funkcji, włącznie z Apple CarPlay, jednak wciąż jest on bardzo mało intuicyjny w obsłudze i działa dość dopornie.

To co zapadło mi w pamięć, to wyświetlacz prędkości, który mamy centralnie pomiędzy dwoma cyfrowo-analogowy tarczami. Prędkościomierz działa tutaj bardzo dokładnie i natychmiastowo. Ma jednak tylko jeden problem – średnio działa przy bardzo niskich prędkościach. Nie wiem jak inżynierowie Forda go skalibrowali, jednak jadąc do ok. 5 km/h wskazuje on bezwzględnie “0 km/h”.

previous arrow
next arrow
Slider

Ilość miejsca nie zachwyca. Jak na tak duży samochód, miejsca w przednim rzędzie siedzeń jest mało. Sporą jego ilość zabiera masywny tunel środkowy, w którym mamy jedynie dwa miejsca na kubki, skrzynię biegów i kilka przycisków. Przestrzeń na nogi sama w sobie jest w porządku, jednak zszokował mnie mikroskopijny rozmiar podnóżka. Moja stopa się na nim po prostu nie mieściła (29 cm), co jest bardzo niewygodne, gdy omawiamy samochód z automatyczną skrzynią biegów i lewej nogi nie używamy.

Jeśli chodzi o drugi rząd siedzeń, to jest lepiej. Mamy tutaj kanapę z dwoma wyprofilowanymi fotelami oraz centralne miejsce, które można uznać bardziej za dodatkowe niż pełnoprawne. Oparcie kanapy jest To, co jest na plus, to miniaturowy tunel, dzięki czemu bez problemu mieszczą się stopy trzeciego pasażera. Warto w tym miejscu wspomnieć również o masywnych drzwiach, które nachodzą na progi. Takie rozwiązanie powoduje, że wysiadając nie ubrudzimy spodni lub sukni podczas wysiadania w gorszych warunkach pogodowych.

Idąc dalej, bagażnik to jest bardzo praktyczny. Posiada on foremny kształt, jego pojemność wynosi 602 litry, a próg załadunku jest stosunkowo niski. Po rozłożeniu oparć tylnej kanapy, maksymalna pojemność wzrasta do aż 1688 litrów. Klapa unosi się elektrycznie poprzez wciśnięcie guzika w rączce lub poprzez gest nogą, a po otwarciu mamy możliwość automatycznego złożenia tylnych oparć przyciskami na lewej ścianie. Nie zabrakło kilku uchwytów na siatki, gniazdo 12V, czy lampki.

Ford Edge dostępny jest wyłącznie z jednym silnikiem wysokoprężnym. Jest to 2-litrowa jednostka EcoBlue i występuje ona w dwóch wariantach mocy – 190 KM (140 kW) oraz 238 KM (175 kW). Słabsza jest sprzęglona z 6-biegowym manualem, a mocniejsza z 8-stopniową skrzynią automatyczną. W obu wariantach napęd przekazywany jest na wszystkie koła.

W naszym egzemplarzu testowym pod maską znalazła jest mocniejsza jednostka. Posiada ona podwójne turbodoładowanie i legitymuje się maksymalnym momentem obrotowym na poziomie 450 Nm przy 4000 obr/min. Pozwala rozpędzić Edge’a maksymalnie do 216 km/h, a sprint od 0 do 100 km/h zajmuje 9,6 sekundy. Nie są to wartości jakoś specjalnie rewelacyjne, jednak w zupełności wystarczające.

Podczas codziennej jazdy, Edge jest samochodem przyjemnym w prowadzeniu. Jednostka napędowa gwarantuje sporą dynamikę, a skrzynia biegów zmienia biegi niemalże niezauważalnie w większości sytuacji. Układ kierowniczy precyzyjnie przekazuje informacje o położeniu przednich kół i żwawo reaguje na polecenia kierowcy. W kabinie jest też relatywnie cicho, a to zasługa aktywnego wygłuszenia kabiny, które otrzymujemy w standardzie.

Za wadę należy uznać wysokie zużycie paliwa. W cyklu mieszanym na dystansie ok. 300 kilometrów średnie spalanie wyniosło 9,3 l / 100 km, co jest wynikiem o ponad 2 litry więcej niż podaje producent. Jeżdżąc w mieście musimy liczyć się ze zużyciem ponad 10 l, a w trasie powinniśmy się zmieścić pomiędzy 7 a 8 litrów na 100 kilometrów.

Pomiary spalania
 Cykl Śr. zużycie paliwa Mierzony dystans Śr. prędkość Lokalizacja
Miasto: 10,4 l / 100 km 50 km śr. 31 km/h Łódź
Mieszany: 9,3 l / 100 km 300 km śr. 53 km/h woj. łódzkie
Trasa: 7,7 l / 100 km 50 km śr. 79 km/h woj. łódzkie
Autostrada: 10,9 l / 100 km 80 km śr. 127 km/h autostrada A2

Czy poleciłbym Forda Edge? W sumie tak. Mimo jego wad i dość dziwnego wyglądu, to jeśli da mu się szansę, może to się okazać naprawdę fajnym samochodem w dobrej cenie. W moim odczuciu Ford celuje tym samochodem w płeć piękną. Napompowane nadwozie i dość wysoka pozycja za kierownicą oferują dobrą widoczność i spore poczucie bezpieczeństwa.

Jeśli chodzi o ceny, to Ford Edge startuje w polskim cenniku od 172 tysięcy złotych za wersję Trend. Prezentowany model w wersji wyposażenia Vignale to wydatek rzędu 228 tysięcy złotych, jednak w standardzie otrzymujemy niemalże wszystkie możliwe dodatki. Lista końcowa jest bardzo wąska i znajduje się na niej zaledwie kilka opcji, które mogą podnieść cenę maksymalnie o kilkanaście tysięcy złotych.

Tekst: Michał Śniadek

Konkurenci

Skoda Kodiaq RS (240 KM)

od 193 700 zł

Hyundai SantaFe 2.2 CRDI (200 KM)

od 225 400 zł

2019 Ford Edge Vignale 2.0 EcoBlue TwinTurbo 238 KM – zdjęcia z naszego testu

previous arrow
next arrow
previous arrownext arrow
Slider

Subskrybuj nasz nowy kanał YouTube i oglądaj videotesty:

Dodaj komentarz